Sadownictwo na ziemi grójeckiej: Różnice pomiędzy wersjami
Nie podano opisu zmian |
Nie podano opisu zmian |
||
| Linia 159: | Linia 159: | ||
Jabłka przynosiły dochód nieporównywalnie większy niż zboże. Zaczęto Grójecczyznę nazywać „polską Kalifornią“. Wszak większość sadowników nie umiała ciągnąć zysków – Żydzi i inni przedsiębiorcy dzierżawili tutaj 70% sadów. Przyczyny tego zjawiska były złożone, głęboko sięgały w przeszłość. Polska przedsiębiorczość pozostawiała wówczas wiele do życzenia. Ogromnych zaległości wieś nie mogła odrobić w ciągu dwudziestu lat niepodległości, dlatego zawierano umowy o dzierżawę. Właściciel zobowiązywał się do postawienia budy noclegowej w ogrodzie, do dostarczania produktów żywnościowych (np. ziemniaków), zaś dzierżawca do niełamania gałęzi i przekazywania w określonym terminie tzw. odsypu owoców. Właściciel inkasował gotówkę już w momencie zawierania umowy dzierżawczej, czyli najczęściej na przednówku. | Jabłka przynosiły dochód nieporównywalnie większy niż zboże. Zaczęto Grójecczyznę nazywać „polską Kalifornią“. Wszak większość sadowników nie umiała ciągnąć zysków – Żydzi i inni przedsiębiorcy dzierżawili tutaj 70% sadów. Przyczyny tego zjawiska były złożone, głęboko sięgały w przeszłość. Polska przedsiębiorczość pozostawiała wówczas wiele do życzenia. Ogromnych zaległości wieś nie mogła odrobić w ciągu dwudziestu lat niepodległości, dlatego zawierano umowy o dzierżawę. Właściciel zobowiązywał się do postawienia budy noclegowej w ogrodzie, do dostarczania produktów żywnościowych (np. ziemniaków), zaś dzierżawca do niełamania gałęzi i przekazywania w określonym terminie tzw. odsypu owoców. Właściciel inkasował gotówkę już w momencie zawierania umowy dzierżawczej, czyli najczęściej na przednówku. | ||
Przed wojną było już w Grójeckiem kilka gospodarstw sadowniczych, które odznaczając się nowoczesnością, stanowiły przedsmak tego, co stanie się w sadownictwie po wojnie. Mowa tu o Podgórzycach (Józef Cieślak), Błędowie (doktor Czesław Stankiewicz) i Nowej Wsi. | |||
== Nieoceniony Pieniążek == | == Nieoceniony Pieniążek == | ||
Wersja z 22:56, 8 paź 2023
Sadownictwo na ziemi grójeckiej posiada wielowiekową historię i tradycję przekazywaną z pokolenia na pokolenie.
Obecnie okolice Grójca są najważniejszym polskim regionem uprawy i przetwórstwa jabłek. Uprawiane są tu intensywne sady karłowe, które dostarczają ok. 40% krajowej produkcji jabłek.
U progu
Już na przełomie XVI i XVII wieku okolice Warki, Czerska, Przybyszewa, tudzież Grójca, kojarzono z ogrodnictwem. Niemały w tym udział miała królowa Bona, propagująca w Księstwie Mazowieckim szereg nieznanych tu dotąd warzyw. Z jej polecenia m.in. zaszczepiono i uprawiano winnice pod Czerskiem. Patronat królowej sprawił, że powstał tzw. „okręg nadpilicki“, dostarczający miasteczkom wielkich ilości ogórków, cebuli i innych warzyw.
Pejzaż ów uzupełniały sady. Oczywiście sadem wtedy było już skupisko kilku i kilkunastu drzew jabłoni, gruszy, śliwy, czereśni lub wiśni. Od początku przeważała jabłoń. Mogło się to nie podobać Władysławowi Jagielle: nie znosił jabłek, za to zajadał się słodkimi gruszkami. Ale i tak posiadał duży sad dworski, z którego podbierali jabłka dworzanie.
Tamte sady były luksusem – rosły głównie w dobrach królewskich, kościelnych (np. przy plebaniach) i szlacheckich. Gdy na początku XVII w. podkomorzy królewski, Andrzej Bobola, kupował Sadków i Wolę Sadkowską, we wsiach tych, oprócz warzywników, widniały także sadki, do których z pobliskich barci zlatywały się – w zbożnym celu – pszczoły. Podobnie rzecz się miała np. w królewskim Bądkowie koło Goszczyna. Narzekano tam jednak, że w sadzie „drzewo stare i wiele się go od wiatru połomiło, jest drzewo rozliczne, ale nieczęsto rodzi, mało ten sad pożytku uczyni, szczepów by trzeba przyczynić“.
Jak widać, już przed czterysta laty nasi przodkowie narzekali na łamiące gałęzie wiatry. Szkodziły także drzewom mrozy, jak np. w 1740 r., kiedy to proboszczowi w Lewiczynie wymarzły śliwy.
W Bądkowie zrozumiano: by jabłonie przynosiły korzyść, należy o dbać, uzupełniać brakujący drzewostan itp. Nie oznacza to wszak, że uważano sadownictwo za główną gałąź produkcyjną. Wręcz odwrotnie: wiele upłynęło wody w Molnicy, nim doceniono tkwiące w nim możliwości. Owszem, w XVIII w. weszły w modę jabłka, ale były to - zwane z francuskiego "jabłkami ziemi" (pommes de terre) - ziemniaki. Póki co jabłka z drzew służyły za ozdobę pańskiego stołu..Tak było np. w pałacu w Małej Wsi koło Grójca, gdzie w końcu XVIII w. szafarz dbał o to, żeby spiżarnia była pełna m.in. jabłek, gruszek, suszonych śliwek, smażonych powideł.
Zaczęło się zmieniać w drugiej połowie XIX w., kiedy to na obszarze powiatu grójeckiego pierwsze większe sady. Jednym z pionierów był eks-żołnierz Józef Jaszowski (1788-1865) z Woli Łychowskiej: już w połowie tego stulecia sadził u siebie drzewa, wprowadził szkółki drzew i krzewów owocowych. Duży sad miał już w 1889 r. w Łęczeszycach miejscowy proboszcz Klemens Niedźwiecki (1840-1932). Dwutygodnik "Ogrodnik Polski" w tablicy urodzaju za ten rok, w powiecie grójeckim, wymienia sad Niedźwieckiego. Czytamy, że bardzo dobrze obrodziły śliwy, orzechy włoskie, dobrze - czereśnie, grusze, jabłonie, agrest, porzeczki, słabo - wiśnie, maliny, jeżyny. W gospodarskie naliczono dziewięćdziesiąt jeden jabłoni, siedemnaście grusz, pięćset śliwek węgierek, sześć orzechów włoskich. Były to drzewa stare, ale ksiądz posadził już dwieście siedemdziesiąt nowych. Większość jabłoni kwitło w majątkach obszarniczych, np. w Małej Wsi, Starej Wsi, Belsku i Nowej Wsi.
Na przełomie XIX i XX w. z mozołem rodzi się sadownictwo włościańskie. W wyniku uwłaszczenia (1864 r.) chłopi otrzymali ziemię. Ciągle przecież w Grójeckiem piszczała bieda. Tylko dochodowa produkcja ogrodnicza, na czele z sadownictwem, mogła napełnić pustą kieszeń chłopa, pozwolić mu za uzyskane tą drogą pieniądze wykształcić dzieci. Zrozumieli to włościanie w Podgórzycach i Łęczeszycach.
Przełom XIX i XX wieku
Świadomość sadownicza nie powstała jednak z niczego. Wiadomo, jak trudno namówić do rewolucji w gospodarowaniu dziadka przywykłego od urodzenia do siania żyta. Potrzebni byli ludzie tacy jak Witalis Urbanowicz, związany z Towarzystwem Ogrodniczym Warszawskim. Towarzystwo ustanowiło go stałym instruktorem włościańskim. Jako zapaleniec udzielał gospodarzom porad ustnie i pisemnie, wygłaszał odczyty, urządzał pokazy i pogadanki, pomagał zakładać sady i przyjmował nad nimi nadzór. Posługiwał się przy tym przeźroczami i aparatem projekcyjnym oświetlanym lampą spirytusową. Robił to wszystko z autentyczną miłością dla rodzącej się warstwy sadowników.
Duch tych prelekcji pobrzmiewa w jego książeczce pt. "Jak należy sadzić drzewa" (Warszawa 1909), poświęconej "braciom rolnikom". Podaje tutaj Urbanowicz, w sposób przystępny, esencję ówczesnej wiedzy sadowniczej. Wśród kwestii, jakie uwzględnia znajdujemy m.in. dobór gleby i stanowiska pod założenie sadu, sadzenie "na sagę" i "mijanego", właściwości jesiennego i wiosennego terminu nasadzeń. Bardzo mocno jest zaakcentowana sprawa doboru odpowiedniej jakości drzewek - aby nie kupować ich na jarmarku, gdzie przeważają szczepy zmruszałe, zeschnięte z połamanymi korzeniami, krzywe, okryte pleśnią i grzybem, chore i do tego bez nazw - dobre drzewka można nabyć tylko w sprawdzonych "zakładach ogrodniczych". Autor mógł mieć na myśli np. istniejącą od 1850 r. firmę braci Hoser, czyli Zakład Ogrodniczy i Skład Nasion, z siedzibą w Warszawie. Panowie Hoser nie zapominali i o biedniejszych sadownikach, oferując im "drzewa owocowe pienne III wyboru, do którego zalicza się okazy nieco słabsze lub z pniami nieco pokrzywionymi, sprzedajemy po 30 rubli za setkę, tylko w odmianach podług wyboru zakładu, odmian handlowych". W 1909 r. marzeniem Urbanowicza było, aby przy każdej chacie polskiego chłopa "szumiał sadek i złocił się smakowitymi owocami." Aby idea ta się ziściła, chłop grójecki powinien przestrzegać reguł, które do tej pory traktować można jako dziesięć ogrodniczych przykazań:
Dziesięć ogrodniczych przykazań (wg Witalisa Urbanowicza):
- Nie będziesz żałował grosza, o ile grosz masz, na kupno dobrych szczepów i trudu dla założenia sadku.
- Nie będziesz się pytał szewca, kowala nadaremno o poradę w ogrodzie, lecz dobrego ogrodnika, książki i gazety.
- Pamiętaj, że drzewa owocowe sadzisz nie tylko dla siebie, lecz także dla dzieci swoich, ponieważ one głównie będą z nich korzystały, mając z tego zarobek nie będą potrzebowały iść za parobków do Żydów, Niemców i innych przyjaciół.
- Czcij i szanuj drzewko owocowe, bo w niem jest przyszłość kraju. Ty, bracie, będziesz miał setki za owoc, a kraj miliony i miliardy.
- Nie zabijaj ogrodnictwa i nie zachęcaj innych do niego, byle jak hodując byle jakie szczepy.
- Nie dopuść do tego, aby ci robactwo zjadło liście na drzewach, w przeciwnym bowiem razie musisz pożegnać się z owocami.
- Nie kradnij, a raczej nie posyłaj swoich dzieci po jabłka do cudzego ogrodu, a lepiej sam zasadź u siebie ogródek, a dziecko naucz poszanowania roślin i cudzej własności.
- Nie wydawaj fałszywego świadectwa przeciw ogrodnictwu przynajmniej do tego czasu, aż sam założysz ogródek.
- Nie pożądaj, aby Ci drzewko po posadzeniu natychmiast tego roku zaowocowało, bo to jest niemożliwem, a gdy nawet i zaczęło w pierwszym, drugim roku owocować, to za to w następnych latach, z powodu wysilenia się drzewa, nie będziesz miał owocu.
- Kochaj drzewka owocowe, staraj się o to, aby Twój sadek był jak należy utrzymany, korzystaj z niego, wzbogacaj siebie i kraj – co daj Boże. Amen.
W szóstym przykazaniu swego ogrodniczego dekalogu Urbanowicz nakazywał walkę z robactwem szkodzącym sadom. Na swoich spotkaniach z rolnikami zalecał też sprzęt i środki do zwalczania "szkodliwych grzybków", owadów pożerających oraz wysysających liście i owoce. W 1912 r. działał w okolicach Belska znany przyrodnik i ogrodnik, profesor Włodzimierz Gorjaczkowski (1879-1944), który szkolił instruktorów odnośnie ochrony sadów. W tym czasie reklamowano opryskiwacze: "perfect", "austria", "vegeta". Szczególnie wyróżniała się jednak "sikawka nożna mgłowicowa z samodziałającym mieszadłem" Faworytka, służąca nie tylko do opryskiwania drzew, ale także do bielenia domostw, dezynfekcji.
Lata 1918-1945
Kółka rolniczo-ogrodnicze
Z czasem pojedynczych entuzjastów wsparły powstające w Grójeckiem kółka rolniczo-ogrodnicze. Alei tu nie zabrakło jako inspiratora Urbanowicza. 17 grudnia 1916 r. takie kółko zawiązało się w Belsku Dużym. Na zebraniach, odbywających się w miejscowej szkole, gościł często pan Witalis.
Rok 1917
16 kwietnia wygłosił referat o "cięciu młodych drzewek, normowaniu koron i podmierzwianiu drzew owocowych". Wtedy też kółkowicze postanowili, że jeden z nich, Stanisław Korczak, zostanie "pielęgniarzem ogrodów", a kwalifikacje zdobędzie u boku Urbanowicza w czasie "obecnych robót sezonowych". 24 czerwca "objazdowy ogrodnik" mówił o "handlu bezpośrednim owocami i warzywami, ponieważ obecnie ten interes można świetnie prowadzić" - dzięki komunikacji z Warszawą. W tym dniu ustalono, że 10 lipca zabierze on grupę młodzieży i "starszych chętnych" na wycieczkę do wzorowych gospodarstw owocowo-warzywnych. 23 grudnia Urbanowicz nalegał na to, żeby kółko w Belsku miało własnego ogrodnika, fachowca, który pomógłby powiększyć dochody z ogrodnictwa
Rok 1918
16 stycznia tłumaczył jakie warunki muszą być spełnione, by taki ogrodnik kółkowy mógł być utrzymany. Zebrani związali więc Stowarzyszenie Ogrodnicze, składające się z początku z dwunastu członków, którzy złożyli na ten cel po dwieście pięćdziesiąt marek. Uchwalono zakupić lub wydzierżawić kawałek ziemi pod szkółkę drzew owocowych. W związku z tym wyłoniła się potrzeba własnej kasy Pożyczkowo-Oszczędnościowej, do której na udziałowców zapisało się osiemnaście osób. Również w tej sprawie miał pomóc pan Witalis. Zdaje się, że wobec ważnych wydarzeń polityczno-wojennych oraz sporów wśród samych kółkowiczów aktywność kółka belskiego w kwestii sadowniczej spadła.
Sprawa szkółki odżyła 2 lutego 1921 r., kiedy to ks. Dąbrowski zaproponował, aby od dziedziców Małej Wsi, Lubomirskich, wydzierżawić pod szkółkę pięć mórg. Tę szkółkę rzeczywiście stworzono. Zasilała ona sady okolicznych rolników, w tym Jana Badowskiego. Godzi się zauważyć, że sady kółkowiczów były kontrolowane. 17 marca 1918 r. wizytacji mieli dokonać: Marcin Jaskólski, Andrzej Żółcik, Ignacy Maciak, Leon Kowalczyk, Antoni Szewczyk.
Kółko w Belsku sprowadzało książki oraz prenumerowało czasopisma fachowe, do czego zapewne przyczynił się Urbanowicz, będący też zarazem korespondentem prasy ogrodniczej. Do Belska docierał np. "Ogrodnik", tygodnik poświęcony sprawom ogrodnictwa polskiego, organ Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego. Redagowali go St. Schönfeld i St. W. Tylicki. Ukazywał się on w latach 1911-1939 jako kontynuacja wydawanego w latach 1879-1905 "Ogrodnika Polskiego".
Koniec pierwszego ćwierćwiecza na grójeckiej wsi był bogaty w inicjatywy organizacyjne. Zaznaczmy, że pozytywne rolę odegrali tu proboszczowie, np. w Belsku – Dąbrowski, w Goszczynie – Roguski, w Przybyszewie – Wilkoszewski. Rozwojowi kółek patronował zasłużony Zygmunt Racięcki z Kociszewa. O gorącej atmosferze pracy niech świadczy np. fakt, że podczas jednego z powiatowych zjazdów w jasienieckiej sali teatralnej - trzystu delegatów obradowało bez przerwy od godziny wpół do czternastej do wpół do osiemnastej. Wszędzie odczuwano te same potrzeby, co w Belsku. Oto w Pacewie pod przewodnictwem ks. Wilkoszewskiego i Urbanowicza zebranie gromadzkie uchwaliło, że nieużytki w tejże wsi mają być zamienione na szkółkę drzew owocowych i tzw. wzorowy sad.
W 1920 r. utworzono Okręgowe Towarzystwo Organizacji i Kółek Rolniczych, które twórczo wspierało m.in. rozwój sadownictwa. Tuż przed wojną na podstawie stu osiemdziesięciu sześciu lustracji stwierdzono, że ok. 60% sadów było opryskiwanych przeciwko szkodnikom. Jako że w ubiegłych latach członkowie kółek przepłacali przy zakupie chemikalii, sprowadzono karbolinę (firmy „Azot“) w cenie dziewięćdziesiąt sześć groszy, co przedstawia tabela:
| Nazwa miejscowości (kółka) | Ilość w kg |
|---|---|
| Błędów | 1000 |
| Łęczeszyce | 1200 |
| Bodzew | 900 |
| Coniew | 1400 |
| Grzegorzewice | 250 |
| Jarochy | 250 |
| Gośniewice | 100 |
| Grudzkowola | 600 |
| Dębie | 118 |
| Dębnowola | 200 |
| Wrociszew | 300 |
| Olszew | 800 |
| Karolew | 70 |
| Chynów | 200 |
| Kozietuły | 200 |
| Prażmów | 250 |
| Wilków | 200 |
| Magierowa Wola | 600 |
| Ignaców | 50 |
| Wilczogóra | 700 |
| Grochowa | 100 |
| Lipie | 200 |
| Michałowice | 100 |
| Zaborów | 750 |
Okręgowe Towarzystwo Organizacji i Kółek Rolniczych dostarczyło też siarczan miedzi, zieleń paryską, ciecz kalifornijską. Znalazło tanie źródło nabycia aparatów do opryskiwania: zrzeszony w kółku rolnik dostaje opryskiwacz po wpłaceniu czterdziestu złotych, a pozostałą kwotę spłaca w pięciu ratach. O wzrastającym poziomie ochroniarstwa świadczy również fakt, że w sezonie 1937 udało się rozprowadzić osiemdziesiąt trzy aparaty. Działacze to zwolennicy postępu: "Ponieważ doświadczenia robione w Niemczech wykazały dobre wyniki po opryskaniu drzew owocowych roztworem kainitu zamiast karboliny, przeto po porozumieniu się z inspektoratem eksploatacji soli potasowej założono w sześciu sadach doświadczenia z opryskiwaniem drzew roztworem kainitu". Przykładano wagę do przechowalnictwa owoców. Jesienią tego roku wybudowano dziewięć przechowalni o pojemności po pięćdziesiąt ton (jedna w Belsku u Adolfa Żółcika, a osiem w Podgórzycach), wystąpiono do Państwowego Banku Rolnego o kredyty na budowę kolejnych jedenastu. W jedenastu gospodarstwach eksperymentowano z nowymi odmianami amerykańskich jabłoni.
Według danych Okręgowego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych - w 1938 r. na terenie powiatu grójeckiego sady zajmowały 9 573 morgi ( ≈ 5 360 ha). Grójeckie przodowało w sadownictwie całemu krajowi. Miano się czym chwalić. Jesienią 1937 r. w czasie czterodniowej wystawy w Grójcu pokazano trzysta siedemdziesiąt próbek odmianowych oraz kolekcje skrzynek standardowych z owocami. Na wystawie ogólnopolskiej w Skierniewicach pięć odmian z ekspozycji w Grójcu uzyskało pierwsze miejsca, natomiast Warszawska Izba Rolnicza przyznała grójeckim jabłkom pierwsze miejsce w województwie.
Specyfika okresu międzywojennego
W okresie międzywojennym w sadach jabłoniowych Grójecczyzny przeważały następujące odmiany:
- landsberska (wyhodowana w XIX wieku w Gorzowie nad Wartą, znanym z czasów zaboru pruskiego jako Landsberg);
- cesarz wilhelm (siewka renety znaleziona w Niemczech pod Solingen w 1864 r.);
- boiken (pochodzenia niemieckiego, opisana po raz pierwszy w połowie XIX w.);
- żeleźniak (stara odmiana pochodzenia niemieckiego);
- koksa pomarańczowa (siewka "pepiny ribstona", otrzymana w Anglii w 1830 r.);
- kronselska (z Francji, uzyskana w 1869 r.);
- malinowa oberlandzka (pochodzenia holenderskiego, opisywana już w XVIII w.);
- piękna z boskoop (znaleziona jako przypadkowa siewka w Holandii w XIX w.);
- oliwka żółta (inaczej papierówka, biały nalew, prawdopodobnie z krajów nadbałtyckich);
- signe tillish (otrzymana w 1866 r. przez Tillisha z siewki z miejscowości Bjerre w Danii);
- reneta blenheimska (pochodzenia angielskiego);
- kosztela (rodzima polska).
Wśród grusz dominowały: faworytka, lukasówka, bonkreta wiliamsa i komisówka, zaś wśród śliw - węgierka poprawna, węgierka włoska, renkloda ulena i renkloda althana. Wśród czereśni spotykało się poznańską, olbrzymkę hedelfińską, germersdofską i marchijską, natomiast wśród wiśni - hiszpańską, ostheimską i łutówkę. Oczywiście tak jak przed wiekami, tak i wtedy dominowały w sadach jabłonie (60%), a dalej grusze (20%), czereśnie (10%), śliwy (7%) i wiśnie (3%).
Panowały drzewa wysokie, z wielkimi, majestatycznymi koronami. Zerwanie kilku owoców z czubka takiego giganta wymagało od ogrodnika... odwagi osobistej. W rzędach i między rzędami nie zawsze zachowywano jednakową odległość. W międzyrzędziach uprawiano np. zboża, warzywa. Żaden kawałek gruntu nie mógł się zmarnować - dziś wiemy, że jest to błędne, ale wtedy tak po prostu robiono. Zresztą pewnym tłumaczeniem dla sadowników może być to, że tamte odmiany późno wchodziły w owocowanie, sad długo nie przynosił zysku, a przecież w tym czasie z czegoś trzeba było żyć.
Jabłka przynosiły dochód nieporównywalnie większy niż zboże. Zaczęto Grójecczyznę nazywać „polską Kalifornią“. Wszak większość sadowników nie umiała ciągnąć zysków – Żydzi i inni przedsiębiorcy dzierżawili tutaj 70% sadów. Przyczyny tego zjawiska były złożone, głęboko sięgały w przeszłość. Polska przedsiębiorczość pozostawiała wówczas wiele do życzenia. Ogromnych zaległości wieś nie mogła odrobić w ciągu dwudziestu lat niepodległości, dlatego zawierano umowy o dzierżawę. Właściciel zobowiązywał się do postawienia budy noclegowej w ogrodzie, do dostarczania produktów żywnościowych (np. ziemniaków), zaś dzierżawca do niełamania gałęzi i przekazywania w określonym terminie tzw. odsypu owoców. Właściciel inkasował gotówkę już w momencie zawierania umowy dzierżawczej, czyli najczęściej na przednówku.
Przed wojną było już w Grójeckiem kilka gospodarstw sadowniczych, które odznaczając się nowoczesnością, stanowiły przedsmak tego, co stanie się w sadownictwie po wojnie. Mowa tu o Podgórzycach (Józef Cieślak), Błędowie (doktor Czesław Stankiewicz) i Nowej Wsi.
Nieoceniony Pieniążek
Eligiusz Gajewski i Zakład Doświadczalny w Nowej Wsi
Święto Kwitnących Jabłoni
● Więcej w osobnym artykule: Święto Kwitnących Jabłoni.