Sadownictwo na ziemi grójeckiej: Różnice pomiędzy wersjami

Z Jabcok
(Utworzono nową stronę "== U progu == Już na przełomie XVI i XVII wieku okolice Warki, Czerska, Przybyszewa, tudzież Grójca, kojarzono z ogrodnictwem. Niemały w tym udział miała królowa Bona, propagująca w Księstwie Mazowieckim szereg nieznanych tu dotąd warzyw. Z jej polecenia m.in. zaszczepiono i uprawiano winnice pod Czerskiem. Patronat królowej sprawił, że powstał tzw. „okręg nadpilicki“, dostarczający miasteczkom wi…")
(Brak różnic)

Wersja z 21:05, 6 paź 2023

U progu

Już na przełomie XVI i XVII wieku okolice Warki, Czerska, Przybyszewa, tudzież Grójca, kojarzono z ogrodnictwem. Niemały w tym udział miała królowa Bona, propagująca w Księstwie Mazowieckim szereg nieznanych tu dotąd warzyw. Z jej polecenia m.in. zaszczepiono i uprawiano winnice pod Czerskiem. Patronat królowej sprawił, że powstał tzw. „okręg nadpilicki“, dostarczający miasteczkom wielkich ilości ogórków, cebuli i innych warzyw.

Pejzaż ów uzupełniały sady. Oczywiście sadem wtedy było już skupisko kilku i kilkunastu drzew jabłoni, gruszy, śliwy, czereśni lub wiśni. Od początku przeważała jabłoń. Mogło się to nie podobać Władysławowi Jagielle: nie znosił jabłek, za to zajadał się słodkimi gruszkami. Ale i tak posiadał duży sad dworski, z którego podbierali jabłka dworzanie.

Tamte sady były luksusem – rosły głównie w dobrach królewskich, kościelnych (np. przy plebaniach) i szlacheckich. Gdy na początku XVII w. podkomorzy królewski, Andrzej Bobola, kupował Sadków i Wolę Sadkowską, we wsiach tych, oprócz warzywników, widniały także sadki, do których z pobliskich barci zlatywały się – w zbożnym celu – pszczoły. Podobnie rzecz się miała np. w królewskim Bądkowie koło Goszczyna. Narzekano tam jednak, że w sadzie „drzewo stare i wiele się go od wiatru połomiło, jest drzewo rozliczne, ale nieczęsto rodzi, mało ten sad pożytku uczyni, szczepów by trzeba przyczynić“.

Jak widać, już przed czterysta laty nasi przodkowie narzekali na łamiące gałęzie wiatry. Szkodziły także drzewom mrozy, jak np. w 1740 r., kiedy to proboszczowi w Lewiczynie wymarzły śliwy.

W Bądkowie zrozumiano: by jabłonie przynosiły korzyść, należy o dbać, uzupełniać brakujący drzewostan itp. Nie oznacza to wszak, że uważano sadownictwo za główną gałąź produkcyjną. Wręcz odwrotnie: wiele upłynęło wody w Molnicy, nim doceniono tkwiące w nim możliwości. Owszem, w XVIII w. weszły w modę jabłka, ale były to - zwane z francuskiego "jabłkami ziemi" (pommes de terre) - ziemniaki. Póki co jabłka z drzew służyły za ozdobę pańskiego stołu..Tak było np. w pałacu w Małej Wsi koło Grójca, gdzie w końcu XVIII w. szafarz dbał o to, żeby spiżarnia była pełna m.in. jabłek, gruszek, suszonych śliwek, smażonych powideł.

Zaczęło się zmieniać w drugiej połowie XIX w., kiedy to na obszarze powiatu grójeckiego pierwsze większe sady. Jednym z pionierów był eks-żołnierz Józef Jaszowski (1788-1865) z Woli Łychowskiej: już w połowie tego stulecia sadził u siebie drzewa, wprowadził szkółki drzew i krzewów owocowych. Duży sad miał już w 1889 r. w Łęczeszycach miejscowy proboszcz Klemens Niedźwiecki (1840-1932). Dwutygodnik "Ogrodnik Polski" w tablicy urodzaju za ten rok, w powiecie grójeckim, wymienia sad Niedźwieckiego. Czytamy, że bardzo dobrze obrodziły śliwy, orzechy włoskie, dobrze - czereśnie, grusze, jabłonie, agrest, porzeczki, słabo - wiśnie, maliny, jeżyny. W gospodarskie naliczono dziewięćdziesiąt jeden jabłoni, siedemnaście grusz, pięćset śliwek węgierek, sześć orzechów włoskich. Były to drzewa stare, ale ksiądz posadził już dwieście siedemdziesiąt nowych. Większość jabłoni kwitło w majątkach obszarniczych, np. w Małej Wsi, Starej Wsi, Belsku i Nowej Wsi.

Na przełomie XIX i XX w. z mozołem rodzi się sadownictwo włościańskie. W wyniku uwłaszczenia (1864 r.) chłopi otrzymali ziemię. Ciągle przecież w Grójeckiem piszczała bieda. Tylko dochodowa produkcja ogrodnicza, na czele z sadownictwem, mogła napełnić pustą kieszeń chłopa, pozwolić mu za uzyskane tą drogą pieniądze wykształcić dzieci. Zrozumieli to włościanie w Podgórzycach i Łęczeszycach.

Przełom XIX i XX wieku

Świadomość sadownicza nie powstała jednak z niczego. Wiadomo, jak trudno namówić do rewolucji w gospodarowaniu dziadka przywykłego od urodzenia do siania żyta. Potrzebni byli ludzie tacy jak Witalis Urbanowicz, związany z Towarzystwem Ogrodniczym Warszawskim. Towarzystwo ustanowiło go stałym instruktorem włościańskim. Jako zapaleniec udzielał gospodarzom porad ustnie i pisemnie, wygłaszał odczyty, urządzał pokazy i pogadanki, pomagał zakładać sady i przyjmował nad nimi nadzór. Posługiwał się przy tym przeźroczami i aparatem projekcyjnym oświetlanym lampą spirytusową. Robił to wszystko z autentyczną miłością dla rodzącej się warstwy sadowników.

Duch tych prelekcji pobrzmiewa w jego książeczce pt. "Jak należy sadzić drzewa" (Warszawa 1909), poświęconej "braciom rolnikom". Podaje tutaj Urbanowicz, w sposób przystępny, esencję ówczesnej wiedzy sadowniczej. Wśród kwestii, jakie uwzględnia znajdujemy m.in. dobór gleby i stanowiska pod założenie sadu, sadzenie "na sagę" i "mijanego", właściwości jesiennego i wiosennego terminu nasadzeń. Bardzo mocno jest zaakcentowana sprawa doboru odpowiedniej jakości drzewek - aby nie kupować ich na jarmarku, gdzie przeważają szczepy zmruszałe, zeschnięte z połamanymi korzeniami, krzywe, okryte pleśnią i grzybem, chore i do tego bez nazw - dobre drzewka można nabyć tylko w sprawdzonych "zakładach ogrodniczych". Autor mógł mieć na myśli np. istniejącą od 1850 r. firmę braci Hoser, czyli Zakład Ogrodniczy i Skład Nasion, z siedzibą w Warszawie. Panowie Hoser nie zapominali i o biedniejszych sadownikach, oferując im "drzewa owocowe pienne III wyboru, do którego zalicza się okazy nieco słabsze lub z pniami nieco pokrzywionymi, sprzedajemy po 30 rubli za setkę, tylko w odmianach podług wyboru zakładu, odmian handlowych". W 1909 r. marzeniem Urbanowicza było, aby przy każdej chacie polskiego chłopa "szumiał sadek i złocił się smakowitymi owocami." Aby idea ta się ziściła, chłop grójecki powinien przestrzegać reguł, które do tej pory traktować można jako dziesięć ogrodniczych przykazań:

Dziesięć ogrodniczych przykazań (wg Witalisa Urbanowicza):

  1. Nie będziesz żałował grosza, o ile grosz masz, na kupno dobrych szczepów i trudu dla założenia sadku.
  2. Nie będziesz się pytał szewca, kowala nadaremno o poradę w ogrodzie, lecz dobrego ogrodnika, książki i gazety.
  3. Pamiętaj, że drzewa owocowe sadzisz nie tylko dla siebie, lecz także dla dzieci swoich, ponieważ one głównie będą z nich korzystały, mając z tego zarobek nie będą potrzebowały iść za parobków do Żydów, Niemców i innych przyjaciół.
  4. Czcij i szanuj drzewko owocowe, bo w niem jest przyszłość kraju. Ty, bracie, będziesz miał setki za owoc, a kraj miliony i miliardy.
  5. Nie zabijaj ogrodnictwa i nie zachęcaj innych do niego, byle jak hodując byle jakie szczepy.
  6. Nie dopuść do tego, aby ci robactwo zjadło liście na drzewach, w przeciwnym bowiem razie musisz pożegnać się z owocami.
  7. Nie kradnij, a raczej nie posyłaj swoich dzieci po jabłka do cudzego ogrodu, a lepiej sam zasadź u siebie ogródek, a dziecko naucz poszanowania roślin i cudzej własności.
  8. Nie wydawaj fałszywego świadectwa przeciw ogrodnictwu przynajmniej do tego czasu, aż sam założysz ogródek.
  9. Nie pożądaj, aby Ci drzewko po posadzeniu natychmiast tego roku zaowocowało, bo to jest niemożliwem, a gdy nawet i zaczęło w pierwszym, drugim roku owocować, to za to w następnych latach, z powodu wysilenia się drzewa, nie będziesz miał owocu.
  10. Kochaj drzewka owocowe, staraj się o to, aby Twój sadek był jak należy utrzymany, korzystaj z niego, wzbogacaj siebie i kraj – co daj Boże. Amen.

W szóstym przykazaniu swego ogrodniczego dekalogu Urbanowicz nakazywał walkę z robactwem szkodzącym sadom. Na swoich spotkaniach z rolnikami zalecał też sprzęt i środki do zwalczania "szkodliwych grzybków", owadów pożerających oraz wysysających liście i owoce. W 1912 r. działał w okolicach Belska znany przyrodnik i ogrodnik, profesor Włodzimierz Gorjaczkowski (1879-1944), który szkolił instruktorów odnośnie ochrony sadów. W tym czasie reklamowano opryskiwacze: "perfect", "austria", "vegeta". Szczególnie wyróżniała się jednak "sikawka nożna mgłowicowa z samodziałającym mieszadłem" Faworytka, służąca nie tylko do opryskiwania drzew, ale także do bielenia domostw, dezynfekcji.

Kółka rolniczo-ogrodnicze

Specyfika okresu międzywojennego

Pomost

Nieoceniony Pieniążek

Eligiusz Gajewski i Zakład Doświadczalny w Nowej Wsi

Święto Kwitnących Jabłoni

Więcej w osobnym artykule: Święto Kwitnących Jabłoni.

Przemiana ustrojowa

Czasy współczesne

Bibliografia

Linki zewnętrzne